poniedziałek, 29 lutego 2016

2. Zaręczyny, ciąża i pokłady tęczy

Witajcie, jakże liczne tłumy!
Dawno nas tu nie było, ale to nie nasza wina - leczenie blogaska złośliwego zajmuje trochę czasu, serio. Jesteśmy już zdrowe i gotowe na kolejną dawkę rakowych opowiadań, które tak wszyscy uwielbiają. Dzisiaj powracamy do fandomu HP i tematu Hermiony Malfoy, tym razem jednak nie z Nonszalanckim Lucjuszem, a jego synem. 
To opko możecie znaleźć TUTAJ.
Pamiętajcie: my dostajemy raka po to, byście wy nie musieli.
ENJOY&SHARE IF YOU LIKE!

 Analizują: Keriddle, DarkPrinces, ViJaeho

O mój Boże! On na prawdę klęczy! Błagam, żeby tylko nie zawiązał sznurówki... 
Właśnie, przecież wiązanie sznurówek jest ZAKAZANE w świecie czarodziejów, tfu!
Teraz szatynka myślała tylko o tym.
- Hermiono Jean Granger. Czy dałabyś mi ten zaszczyt, i zostałabyś moją żoną? - zapytał najpoważniej jak tylko potrafił umięśniony, dobrze zbudowany blondyn. Zawsze myślałam, że jest to jedno i to samo. Ale ja się nie odzywam, mięśnie to nie mój temat.
Dla tłumu obserwującego ich od dłuższego czasu nie była to żadna niespodzianka. W końcu już od początku siódmego roku byli parą. Właśnie...  Nie skończyli jeszcze szkoły, a Draco właśnie w tej chwili oświadczył się Hermionie na oczach całego Hogwartu. Ach, ten romantyczny Dracuś </3
Mionka nic nie mówiąc poprostu Ortografia Ałtorek, tom pierwszy już za 9.99! rzuciła mu się na ramiona i go pocałowała. Tłum zaklaskał. *klap, klask, klap, klask, klap, klask* Coś w tym stylu?
Klask, klask *le odgłosy klaskania tak bardzo*


***

Jako prefekci naczelni mieli swój własny pokój wspólny i własną łazienkę ( także wspólną oczywiście if you know what I mean). Pokój miał kolory czerwony i srebrny. W tych samych barwach był dywan pokrywający cały pokój. Po prawej stronie drzwi była mała biblioteczka a obok niej nie duży stolik z dwoma krzesełkami, Rzeczywiście nieduży, skoro tylko dwa krzesełka tam były zaś po lewej stronie były drzwi do łazienki. Zaraz na przeciwko wejścia do ich pokoju wspólnego był kominek. Przed nim stały dwa skórzane fotele. Jeden z nich był srebrno zielony ( ten po lewej ) a drugi czerwono-złoty ( po prawej ). Po tych samych stronach były ogromne wrota w danych kolorach. Było to wejście do sypialni. Każda z nich miała ogromne dwuosobowe łoże, dwie etażerki, dużą plazmę, wielkie biurko z laptopem do odrabiania lekcji i bardzo dobrze wyposażony barek z większością mocnych alkoholi. (Ale w szkole? Od kiedy Hogwart to taka patola?) A skoro były tam alkohole, to jakże mogłoby zabraknąć dużej ilości eliksiru na kaca? W każdym dormitorium było też małe pomieszczenie oddzielone ścianką. Mianowicie to była to garderoba.
W łazience barwy domów całkowicie odeszły w niepamięć. Tu dominował po prostu biały i czarny. Mieściła się tam wanna, jacuzzi i prysznic. I oczywiście ubikacja. Zdziwiłabym się, gdyby to nie było oczywiste.

***

Gdy doszli do portretu dwojga małżeństwa w kwiecie wieku odezwał się Dracon niosący Mionę na rękach:
-Komnata miłości if you know what I mean
Jakby to delikatnie ująć...

Małżeństwo udostępniło młodym zakochańcom wejście do pokoju, w którym czekali już na nich Ginny i Blaise ( gdy Smok i Hermiona zostali parą przenieśli się do sypialni Ślizgona, a pokój Gryfonki oddali Ginn Ginn? Chodzi o jakiś alkohol?  i Zabiniemu ) z gratulacjami. Hermiona jednak - jak tylko blondyn ją odstawił Na chuj tu ten  myślnik? 0.0 - powiedziała uradowana:
- Słuchajcie, mam dla Was nowinkę!
- Co jest? - spytali Diabeł i Ruda jednocześnie.
- No właśnie, co takiego Żabciu? - zapytał niespokojnym tonem Draco
Smoki, Żabcie i co jeszcze? KURNA, TO PLACÓWKA EDUKACYJNA, RYNSZTOK CZY ZWIERZYNIEC, BO JUŻ SIĘ POGUBIŁAM!
- Kochani... - Tu spojrzała na Dracona okropnie przerażonego - Jestem w ciąży!
- Super! - rzuciła się na nią Gin. Od kiedy alkohol jest w stanie rzucać się na ludzi? Ciekawe, nie powiem.
- Gratulacje! - powiedział tylko Zabini, a Draco oszołomiony nareszcie się ocknął i zaczął całować Hermionę tak namiętnie jak jeszcze nigdy. Po chwili przerwał mu Blaise
- Pragnę zauważyć Smoku, że jedno dziecko już spłodziłeś, więd przez następne kilka miesięcy daj sobie luz. A przynajmniej w naszym pokoju wspólnym. Chociaż jeden normalny w tym towarzystwie.
Wzrok blondyna mówił jedno: Jeszcze słowo a Ci przyłożę! Ja ci nie przerywałem, jak robiłeś Sam-Wiesz-Co z Dafne Greengrass podczas Historii Magii!
Kolejne trzy godziny przegadali. O 22:07 (wewnętrzny zegar zawsze na probsie) rozmowę przerwał Draco:
- No, słoneczko na Nas już pora!
-Słucham?!?!?!?!?!?!?!  - prawie krzyknęła Miona Kropka się zgubiła? Jak mi pSZykro.
- Nie mów słucham bo Cię... - zaczął Diabeł ale przerwał mu Smok:
- Zabini nie przeginaj! - z nadmiernym spokojem zwrócił się do narzeczonej - a Ty słońce musisz wypoczywać. 
Nigdy nie podejrzewałabym go o taką troskę. Ej, ale to TEN Draco? Wiecie, dupek, nietolerancyjny i próbujący być fajniejszym od Pottera.
- Masz szczęście, że Cię kocham - odparowała i dała mu buziaka - Dobranoc! - powiedziała i zniknęła za drzwiami sypialni.

***

Następnego dnia, w sobotę, gdy wstała o 11:21 zauważyła, że obok niej nie leży arystokrata. UWAGA! Zaginęła mi fretka! Około metra osiemdziesiąt, blond ulizane kudły, jasna cera. Szczęśliwego znalazcę proszę o kontakt przez e-mail ałtorka.blogasek@bigloff.pl Po chwili zobaczyła w drzwiach blond czuprynkę. Po chwili Malfoy stał w drzwiach ze srebrną tacą. Była na niej niewielka róża herbaciana w niewielkim, kryształowym wazoniku. Obok niej była podstawka i filiżanka z kawą rozpuszczalną, serwetka, sztućce, talerzyk z dwoma naleśnikami i polewą truskawkową oraz miseczka z płatkami w mleku. Cała zastawa była z białej porcelany.
- Kochanie! Przyniosłem Ci śniadanie! - zawołał radośnie Malfoy
- Och misiu! Nie musiałeś, zeszłabym na dół. Ciąża to nie choroba.. - mówiąc to Miona uśmiechnęła się do Dracona i gdy ten się nachylił dała mu buziaka. 
*wymiotuje* Kochanie, misiu? I ZWROT DO ADRESATA Z WIELKIEJ LITERY, CHOCIAŻ TO ŻADEN LIST, ITP? Nie no, nie wytrzymie.
Gdy po pół godzinie zjadła, chciała iść do łazienki aby się ogarnąć, więc założyła na siebie jakiś szlafrok i weszła do pokoju wspólnego. Doznała szoku. Nie dość, że zajął ( prawie pustą wcześniej ) całą biblioteczkę, to jeszcze siedział sobie na fotelu jak by nigdy nic, obłożony książkami typu: "Wspaniali Rodzice", "Kiedy przestać karmić piersią", " Pieluchy i te sprawy, czyli jak opiekować się dzieckiem", "Pierwsze kroczki pociechy i rodziców" i inne takie. Hermiona stwierdziła, że ich na samej podłodze jest z 70! 
- Draco!!! - wrzasnęła Hermi
- O! Moje pociechy już się najadły? - odpowiedział pełen troski. 
Skąd Ty to wszystko wziąłeś, i po cholerę Ci te gówna????? To już pięć pytajników, kto da więcej? Nie wiesz co to jest instynkt ojcowski???
- Rubciu, nie denerwuj się tak. Mam to z tej nowej księkarni na pokątnej. Potrzebuję tego, aby dobrze się opiekować maleństwem.
- Oj Herm... - przerwała im Ruda - on się... na swój sposób... troszczy..
Draco tylko pokiwał twierdząco głową z miną zbitego szczeniaka.
- No już dobrze - powiedziała trochę spokojniejsza Miona - ale ogarnij ten sajgon, bo tu nie ma jak przejść! - powiedziała ciężarna lekko się śmiejąc. Zanim weszła sednak do łązienki zajrzałą do sąsiedniego dormitorium. Widok, który zastała dużo jej nie zdziwił.
- Wstawaj leniu śmierdzący!!! Dalej, jebnij jeszcze kilka wykrzykników!!!111!!!oneoneone!11!!! - wydarła się na cały głos Hermiona - jest środek dnia a ty tu w betach leżysz!
- Już wstaję i się tak nie wydzieraj kobieto bo mi zaraz łep Ortografia Ałotrek, to już drugi tom! pęknie - powiedział równie głośno skacowany Diabeł.
- No. - powiedziała i wyszła. Foch forever!

***
Po 2 tygodniach było już po wszystkich egzaminach. Jako, że był koniec maja było okropnie ciepło. Narzeczeństwo wybrało się na spacer do Hogsmade.  Przechadzali się po całej wiosce wchodządz do prawie każdego sklepu.
- Wiesz - powiedziała nagle Hermiona - dzisiaj jest piątek, a jutro sobota. *logika level mistrz*
- Kochanie, nie należę do najmądrzejszych, ale dni tygodnia znam - powiedział z iście ślizgońskim uszmieszkiem
- Oj ja nie o tym. Jutro idziemy do ginekologa. 
- Mugolskiego? - powiedział smutny Draco
- Nie, oczywiście, że nie! Idziemy na 13. Nie ma to jak pisać liczby słownie, nie? :s
- Uff - odethnął z ulgą - bałęm się, że do mugolskiego.
Bałęś się? Chyba nie znam tego uczucia, chwila, może znajdzie się jakaś definicja.
*FIVE HOURS LATER*
Nie ma definicji, jest rak. Nie polecam.
- Wracajmy. Zgłodniałam.
- Jasne. Chodź.
Objęci wrócili do Hogwartu
Dobra, to chyba wystarczy na dzisiaj. Psychika mi siadła, mam ochotę znaleźć autorkę tego czegoś i poczęstować ją Avadą. Widzimy się niebawem.
O, i nie zapomnijcie o linkach do blogasków. Mała rzecz, a jak pomaga :))
*Ałtorkę. Tak Keriddle, dzisiaj ja robię za aŁtokorektę.

3 komentarze:

  1. To ta część Internetów, przy której płaczę.

    OdpowiedzUsuń
  2. http://inkwizytornia.blogspot.com/2016/03/wszystko-i-nic-czyli-blogaskowy-miszmasz.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś tutaj się jeszcze pojawi?

    OdpowiedzUsuń