poniedziałek, 29 lutego 2016

2. Zaręczyny, ciąża i pokłady tęczy

Witajcie, jakże liczne tłumy!
Dawno nas tu nie było, ale to nie nasza wina - leczenie blogaska złośliwego zajmuje trochę czasu, serio. Jesteśmy już zdrowe i gotowe na kolejną dawkę rakowych opowiadań, które tak wszyscy uwielbiają. Dzisiaj powracamy do fandomu HP i tematu Hermiony Malfoy, tym razem jednak nie z Nonszalanckim Lucjuszem, a jego synem. 
To opko możecie znaleźć TUTAJ.
Pamiętajcie: my dostajemy raka po to, byście wy nie musieli.
ENJOY&SHARE IF YOU LIKE!

 Analizują: Keriddle, DarkPrinces, ViJaeho

O mój Boże! On na prawdę klęczy! Błagam, żeby tylko nie zawiązał sznurówki... 
Właśnie, przecież wiązanie sznurówek jest ZAKAZANE w świecie czarodziejów, tfu!
Teraz szatynka myślała tylko o tym.
- Hermiono Jean Granger. Czy dałabyś mi ten zaszczyt, i zostałabyś moją żoną? - zapytał najpoważniej jak tylko potrafił umięśniony, dobrze zbudowany blondyn. Zawsze myślałam, że jest to jedno i to samo. Ale ja się nie odzywam, mięśnie to nie mój temat.
Dla tłumu obserwującego ich od dłuższego czasu nie była to żadna niespodzianka. W końcu już od początku siódmego roku byli parą. Właśnie...  Nie skończyli jeszcze szkoły, a Draco właśnie w tej chwili oświadczył się Hermionie na oczach całego Hogwartu. Ach, ten romantyczny Dracuś </3
Mionka nic nie mówiąc poprostu Ortografia Ałtorek, tom pierwszy już za 9.99! rzuciła mu się na ramiona i go pocałowała. Tłum zaklaskał. *klap, klask, klap, klask, klap, klask* Coś w tym stylu?
Klask, klask *le odgłosy klaskania tak bardzo*


***

Jako prefekci naczelni mieli swój własny pokój wspólny i własną łazienkę ( także wspólną oczywiście if you know what I mean). Pokój miał kolory czerwony i srebrny. W tych samych barwach był dywan pokrywający cały pokój. Po prawej stronie drzwi była mała biblioteczka a obok niej nie duży stolik z dwoma krzesełkami, Rzeczywiście nieduży, skoro tylko dwa krzesełka tam były zaś po lewej stronie były drzwi do łazienki. Zaraz na przeciwko wejścia do ich pokoju wspólnego był kominek. Przed nim stały dwa skórzane fotele. Jeden z nich był srebrno zielony ( ten po lewej ) a drugi czerwono-złoty ( po prawej ). Po tych samych stronach były ogromne wrota w danych kolorach. Było to wejście do sypialni. Każda z nich miała ogromne dwuosobowe łoże, dwie etażerki, dużą plazmę, wielkie biurko z laptopem do odrabiania lekcji i bardzo dobrze wyposażony barek z większością mocnych alkoholi. (Ale w szkole? Od kiedy Hogwart to taka patola?) A skoro były tam alkohole, to jakże mogłoby zabraknąć dużej ilości eliksiru na kaca? W każdym dormitorium było też małe pomieszczenie oddzielone ścianką. Mianowicie to była to garderoba.
W łazience barwy domów całkowicie odeszły w niepamięć. Tu dominował po prostu biały i czarny. Mieściła się tam wanna, jacuzzi i prysznic. I oczywiście ubikacja. Zdziwiłabym się, gdyby to nie było oczywiste.

***

Gdy doszli do portretu dwojga małżeństwa w kwiecie wieku odezwał się Dracon niosący Mionę na rękach:
-Komnata miłości if you know what I mean
Jakby to delikatnie ująć...

Małżeństwo udostępniło młodym zakochańcom wejście do pokoju, w którym czekali już na nich Ginny i Blaise ( gdy Smok i Hermiona zostali parą przenieśli się do sypialni Ślizgona, a pokój Gryfonki oddali Ginn Ginn? Chodzi o jakiś alkohol?  i Zabiniemu ) z gratulacjami. Hermiona jednak - jak tylko blondyn ją odstawił Na chuj tu ten  myślnik? 0.0 - powiedziała uradowana:
- Słuchajcie, mam dla Was nowinkę!
- Co jest? - spytali Diabeł i Ruda jednocześnie.
- No właśnie, co takiego Żabciu? - zapytał niespokojnym tonem Draco
Smoki, Żabcie i co jeszcze? KURNA, TO PLACÓWKA EDUKACYJNA, RYNSZTOK CZY ZWIERZYNIEC, BO JUŻ SIĘ POGUBIŁAM!
- Kochani... - Tu spojrzała na Dracona okropnie przerażonego - Jestem w ciąży!
- Super! - rzuciła się na nią Gin. Od kiedy alkohol jest w stanie rzucać się na ludzi? Ciekawe, nie powiem.
- Gratulacje! - powiedział tylko Zabini, a Draco oszołomiony nareszcie się ocknął i zaczął całować Hermionę tak namiętnie jak jeszcze nigdy. Po chwili przerwał mu Blaise
- Pragnę zauważyć Smoku, że jedno dziecko już spłodziłeś, więd przez następne kilka miesięcy daj sobie luz. A przynajmniej w naszym pokoju wspólnym. Chociaż jeden normalny w tym towarzystwie.
Wzrok blondyna mówił jedno: Jeszcze słowo a Ci przyłożę! Ja ci nie przerywałem, jak robiłeś Sam-Wiesz-Co z Dafne Greengrass podczas Historii Magii!
Kolejne trzy godziny przegadali. O 22:07 (wewnętrzny zegar zawsze na probsie) rozmowę przerwał Draco:
- No, słoneczko na Nas już pora!
-Słucham?!?!?!?!?!?!?!  - prawie krzyknęła Miona Kropka się zgubiła? Jak mi pSZykro.
- Nie mów słucham bo Cię... - zaczął Diabeł ale przerwał mu Smok:
- Zabini nie przeginaj! - z nadmiernym spokojem zwrócił się do narzeczonej - a Ty słońce musisz wypoczywać. 
Nigdy nie podejrzewałabym go o taką troskę. Ej, ale to TEN Draco? Wiecie, dupek, nietolerancyjny i próbujący być fajniejszym od Pottera.
- Masz szczęście, że Cię kocham - odparowała i dała mu buziaka - Dobranoc! - powiedziała i zniknęła za drzwiami sypialni.

***

Następnego dnia, w sobotę, gdy wstała o 11:21 zauważyła, że obok niej nie leży arystokrata. UWAGA! Zaginęła mi fretka! Około metra osiemdziesiąt, blond ulizane kudły, jasna cera. Szczęśliwego znalazcę proszę o kontakt przez e-mail ałtorka.blogasek@bigloff.pl Po chwili zobaczyła w drzwiach blond czuprynkę. Po chwili Malfoy stał w drzwiach ze srebrną tacą. Była na niej niewielka róża herbaciana w niewielkim, kryształowym wazoniku. Obok niej była podstawka i filiżanka z kawą rozpuszczalną, serwetka, sztućce, talerzyk z dwoma naleśnikami i polewą truskawkową oraz miseczka z płatkami w mleku. Cała zastawa była z białej porcelany.
- Kochanie! Przyniosłem Ci śniadanie! - zawołał radośnie Malfoy
- Och misiu! Nie musiałeś, zeszłabym na dół. Ciąża to nie choroba.. - mówiąc to Miona uśmiechnęła się do Dracona i gdy ten się nachylił dała mu buziaka. 
*wymiotuje* Kochanie, misiu? I ZWROT DO ADRESATA Z WIELKIEJ LITERY, CHOCIAŻ TO ŻADEN LIST, ITP? Nie no, nie wytrzymie.
Gdy po pół godzinie zjadła, chciała iść do łazienki aby się ogarnąć, więc założyła na siebie jakiś szlafrok i weszła do pokoju wspólnego. Doznała szoku. Nie dość, że zajął ( prawie pustą wcześniej ) całą biblioteczkę, to jeszcze siedział sobie na fotelu jak by nigdy nic, obłożony książkami typu: "Wspaniali Rodzice", "Kiedy przestać karmić piersią", " Pieluchy i te sprawy, czyli jak opiekować się dzieckiem", "Pierwsze kroczki pociechy i rodziców" i inne takie. Hermiona stwierdziła, że ich na samej podłodze jest z 70! 
- Draco!!! - wrzasnęła Hermi
- O! Moje pociechy już się najadły? - odpowiedział pełen troski. 
Skąd Ty to wszystko wziąłeś, i po cholerę Ci te gówna????? To już pięć pytajników, kto da więcej? Nie wiesz co to jest instynkt ojcowski???
- Rubciu, nie denerwuj się tak. Mam to z tej nowej księkarni na pokątnej. Potrzebuję tego, aby dobrze się opiekować maleństwem.
- Oj Herm... - przerwała im Ruda - on się... na swój sposób... troszczy..
Draco tylko pokiwał twierdząco głową z miną zbitego szczeniaka.
- No już dobrze - powiedziała trochę spokojniejsza Miona - ale ogarnij ten sajgon, bo tu nie ma jak przejść! - powiedziała ciężarna lekko się śmiejąc. Zanim weszła sednak do łązienki zajrzałą do sąsiedniego dormitorium. Widok, który zastała dużo jej nie zdziwił.
- Wstawaj leniu śmierdzący!!! Dalej, jebnij jeszcze kilka wykrzykników!!!111!!!oneoneone!11!!! - wydarła się na cały głos Hermiona - jest środek dnia a ty tu w betach leżysz!
- Już wstaję i się tak nie wydzieraj kobieto bo mi zaraz łep Ortografia Ałotrek, to już drugi tom! pęknie - powiedział równie głośno skacowany Diabeł.
- No. - powiedziała i wyszła. Foch forever!

***
Po 2 tygodniach było już po wszystkich egzaminach. Jako, że był koniec maja było okropnie ciepło. Narzeczeństwo wybrało się na spacer do Hogsmade.  Przechadzali się po całej wiosce wchodządz do prawie każdego sklepu.
- Wiesz - powiedziała nagle Hermiona - dzisiaj jest piątek, a jutro sobota. *logika level mistrz*
- Kochanie, nie należę do najmądrzejszych, ale dni tygodnia znam - powiedział z iście ślizgońskim uszmieszkiem
- Oj ja nie o tym. Jutro idziemy do ginekologa. 
- Mugolskiego? - powiedział smutny Draco
- Nie, oczywiście, że nie! Idziemy na 13. Nie ma to jak pisać liczby słownie, nie? :s
- Uff - odethnął z ulgą - bałęm się, że do mugolskiego.
Bałęś się? Chyba nie znam tego uczucia, chwila, może znajdzie się jakaś definicja.
*FIVE HOURS LATER*
Nie ma definicji, jest rak. Nie polecam.
- Wracajmy. Zgłodniałam.
- Jasne. Chodź.
Objęci wrócili do Hogwartu
Dobra, to chyba wystarczy na dzisiaj. Psychika mi siadła, mam ochotę znaleźć autorkę tego czegoś i poczęstować ją Avadą. Widzimy się niebawem.
O, i nie zapomnijcie o linkach do blogasków. Mała rzecz, a jak pomaga :))
*Ałtorkę. Tak Keriddle, dzisiaj ja robię za aŁtokorektę.

wtorek, 3 listopada 2015

1: Nonszalancki Malfoy, Hagrid kanibal i inne wesołe teorie spiskowe

PANIE I PANOWIE! MISZCZOSTWA PISARSTWA UWAŻAMY ZA OTWARTE!
Pewnego dnia Keriddle, Vi Jaeho i DarkPrinces odnalazły swoje powołanie - walkę z blogaskami i ich AŁtoreczkami. Owocem tego powołania są Miszczostwa, na których znajdziecie analizy głupich blogasków przedstawione w zabawny sposób. Yaaay! Jaki entuzjazm!
NIE PRZEDŁUŻAJĄC, na pierwszy ogień poszła miniaturka "Sny Prorocze", którą znajdziecie tu - http://mojeminiopowiadania.blogspot.com/2015/02/sny-prorocze.html
                                                                        WASZE ANALIZATORKI
PS. W komentarzu zostawcie linki do blogasków, którymi powinnyśmy się zainteresować.
******************************
Harry wraz z Ronem weszli do Wielkiej Sali i stanęli jak wryci , patrząc na Hagrida zalanego łzami , stojącego obok dyrektora,  Lucjusza Malfoy’a Biedny apostrof pomylił zdania. Nie bądź na to obojętny. Pomóż mu! oraz dwóch nieznanych mężczyzn i jednej kobiecie.
Miejmy nadzieję, że łzy Hagrida nie zaleją całej sali. Czaicie? Nie? Ech, dobra, nieważne. 
- Co tu się dzieje ?- zapytał Harry siadając obok zaniepokojonej Ginny przy stole gryfonów.
- Ten facet w fioletowej szacie to ojciec Pansy Parkinson Ciekawe, czy dygotał...– odparła rudowłosa- Żąda zabicia Hardodzioba, ponieważ jego głupia córka uważa, że te jak ona go nazwała potwór chciał ją zaatakować!!
AŁtoreczka, chcąc przedstawić nam bulwersa Ginny, zastosowała podwójny wykrzyknik. Ciekawe rozwiązanie.
Keriddle, tu po prostu jest tyle emocji, że inaczej nie potrafiła tego ująć.
Chyba muszę się z Tobą zgodzić.
- Nie mamy podstaw by pozbawić życia hipogryfa- odezwała się McGonagall surowym głosem.
- To niebezpieczne zwierzę! Parkinson czuje zagrożenie przed hipogryfem, jak Snape przed szamponem – wykrzyknął wściekły Parkinson.
- Należy do Hagrida więc…- zaczęła spokojnie profesor Sprout.
- Należy do szkoły- wtrąciła się nieznana Harry’emu kobieta – Więc możemy sprzedać hipogryfa!
- Cholibka, nie możecie tego zrobić!- załkał Hagrid.
Właśnie, cholibka! Nie możecie!
- Nie mamy wyjścia , cena wywoławcza sto galeonów- powiedziała kobieta.
- Świetnie – powiedział Parkinson- Daje sto, jak go kupię każe go wypchać!!!
Tym razem pojawił się POTRÓJNY wykrzyknik. Szalejesz, ałtorko, szalejesz.
- Psorze tak nie można- Hagrid spojrzał  na dyrektora z nadzieją.
- Obawiam się , że jednak można- odparł współczująco Albus.
Jesteś z siebie dumny, Albusie? Zniszczyłeś mu marzenia!
- Kup go tatusiu!!- krzyknęła Pansy z uśmiechem. Tatusiu, a ja chcę Avadę dla niej!
- Sto trzydzieści- odezwał się Harry.
- Muszę przypomnieć , że płaci się za kupioną rzecz od razu!!- wtrąciła się kobieta- Należy mieć wymienioną kwotę przy sobie!!.
Żebyśmy zrozumieli przekaz kobiety, ałtorka musiała do dwóch wykrzykników dodać kropkę.
Harry szybko wyciągnął swoją sakiewkę.
- Mam tylko sto trzydzieści pięć- szepnął.
- Czekaj – Ginny wyciągnęła dziesięć galeonów, Ron pięć.
Jacy bogaci ci Weasleyowie. O ile dobrze pamiętam, ich gringottowa skrytka zawierała niewielki stosik srebrnych sykli i ani jednego galeona. Ale to było w Komnacie Tajemnic, więc siedzę cicho.
- Więc mamy sto pięćdziesiąt – powiedział cicho Potter.
- Sto sześćdziesiąt- odezwał się Parkinson.
Hagrid spojrzał z nadzieja na Harry'ego , który pokręcił załamany głową.
- Po raz pierwszy, po raz drugi i… – kobieta przerwała gdy do środka wpadła kobieta o brązowych włosach.
Założę się, że to na pewno nie Hermiona!
- Ja też chce zalicytować- odezwała się przybyła 
- Hermiona?! (*szuka mydła, żeby się nim pociąć*)- krzyknęli Harry i Ron, od zakończenia wojny , nie widzieli przyjaciółki, ona skończyła szkołę szybciej dzięki , temu że zdawała egzaminy  od razu po zakończeniu odbudowy zamku, gdy postanowiła odnaleźć rodziców, wyjechała do Australii, Ron był wściekły że zostawia go i wyjeżdża,  pokłócili się i więcej do siebie nie odezwali Ron jaki hultaj, teraz po roku  ujrzeli ją ponownie , wyglądała inaczej , nie miała już szopy na głowie , tylko piękne loki, ubrana była w jeansy i bluzkę z jedwabiu , wyglądała wspaniale, lecz nie to przykuło uwagę wszystkich, lecz to co skrywało się pod koszulą, a mianowicie ciążowy brzuszek!!
Kolejny podwójny wykrzyknik. I zaokrąglona Hermiona. DOSŁOWNIE zaokrąglona.
- Dwieście galeonów- krzyknęła Hermiona, na co Lucjusz westchnął ciężko.
- Co ta szlama tu robi?- zawołała wściekła Pansy. Hm... A co może tam robić? To jest bardzo trudne pytanie!
- Spadaj na drzewo , tam twoje miejsce- warknęła w jej stronę Hermiona i nie zważając na zdumione spojrzenia podeszła do kobiety- Pani jest ?
"Spadaj na drzewo"? Powiem wam, że gorszego dissa nie słyszałam.
- Amanda Wirts- przedstawiła się kobieta.
-Świetnie Amando daje dwieście galeonów za Dziobka- powiedziała była Gryfonka z uroczym uśmiechem.
Jakoś nie wyobrażam sobie uroczego uśmiechu Mionki. A mam BARDZO bogatą wyobraźnię.
- Dwieście pięćdziesiąt – warknął Parkinson.
- Trzysta – odparła Hermiona patrząc na niego wyzywająco.
- Ona nie ma tyle przy sobie – zapiszczała  Pansy – Pewnie nie widziała tyle pieniędzy na oczy!!
- A skąd wiesz? - odezwał się jakiś nietoperz, który jako jedyny usłyszał piski panny Parkinson.
- Czy ma Pani przy sobie tyle pieniędzy?- zapytała Amanda.
- Nie- odparła Hermiona wzruszając ramionami. *Rebelle tak bardzo*
- Więc jak chcesz za to zapłacić głupia dziewczyno- zapytał zdenerwowany Parkinson.
- Przebija pan czy nie?- zapytała Hermiona.
- Nie- warknął ojciec Pansy.
A podobno Pansy taka bogata...
- Cieszę się – powiedziała z uśmiechem Hermiona. No to jak Mionka się cieszy, to my też!
- Nie masz jak za to zapłacić – wtrącił się Harry. Ten chyba lubi się wtrącać. Tym bardziej niepytany.
- Ja nie mam zamiaru płacić – odparła brązowowłosa. 
- Hermiono co ty wyprawisz?- zapytał Ron. 20 punktów dla Gryffindoru za rozsądne pytanie!
Oraz -50, bo pan Potter oddycha za głośno. 
- Panno Granger- odezwał się Dumbledore – Ma pani przy sobie trzysta galeonów? 
- Nie – zaprzeczyła Hermiona i wskazała na Malfoy’a stojącego nonszalancko ze swoją laską z wężową główką- Ale on ma!! 
Ach, ten Nonszalancki Malfoy.
Ach, te podwójne wykrzykniki. 
- Ale Pani kupiła, więc pani płaci!- powiedział Parkinson.
- A wie pan co to wspólnota majątkowa?- zapytała Hermiona z niewinnym uśmiechem i podeszła do Lucjusza , zarzuciła mu ręce na szyje i spojrzała na niego z proszącą minką (jakie to urocze) – Kupisz mi Dziobka? I najlepiej jeszcze Empire State Building! 
- Oddasz go Hagridowi , prawda?- zapytał zrezygnowany Malfoy.
- Tak- odparła z uśmiechem Hermiona.
- Dlaczego niby mam płacić trzysta galeonów za hipogryfa dla gajowego?- zapytał unosząc wysoko brwi. Plotki mówią, że dotarły na Mount Everest i nie chcą wrócić, a Malfoy doczepił sobie włosy z...pewnej części ciała za pomocą Zaklęcia Trwałego Przylepca.
- Ponieważ mnie kochasz, a ja cię o to proszę – odpowiedziała i pocałowała go czule.
Awwwwww, jakie to urocze!
Rzygam tęczą. 
- Wygrałaś- warknął, wyciągnął sakiewkę i podał jej ją.
- Dziękuję – krzyknęła uszczęśliwiona i obdarowała go namiętnym pocałunkiem.
Ma ktoś pożyczyć wiaderko? Ewentualnie torebkę.
Gdy oderwała się od niego , podeszła do Amandy i wyciągnąwszy z sakiewki mężczyzny trzysta galeonów zapłaciła jej.
- Jeszcze muszę wpisać Pani dane  do umowy kupna- powiedziała kobieta i wyciągnęła pióro i kartkę- Imię i nazwisko.
- Hermiona Malfoy- odpowiedziała była Gryfonka. I wszyscy w Hogwarcie zeszli na zawał.
- Że co?!!- krzyknął Ron zrywając się na równe nogi- Wyszłaś za Malfoy’a?
Nie, wiesz co, Mionka pobrała się z Merlinem! 
- Tak- odparła Hermiona , podpisując dokument i  podeszła do Hagrida- Proszę , należy do ciebie.
- Hermionko, ja nie wiem jak ci dziękować- załkał Hagrid łapiąc ją w objęcia. Najlepiej powiedz "dziękuję".
Lucjusz Malfoy, natychmiast przypadł do nich i odciągnął Hermionę od pół olbrzyma. Jaki troskliwy jest ten Lucek. Prawie się wzruszyłam. PRAWIE!
- Chcesz zgnieść mi żonę i córkę?- zapytał wściekle przytulając delikatnie Hermionę.
- Ni bądź taki sztywniak, Malfoy! Nie chcę ci żonki zgniatać, tylko najwyżej zmiażdżyć i zjeść na kolację! - odpowiedział oburzony Hagrid.
-Jak ci się chce ruchać to mów, a nie zgniatasz mi żonę erekcją!
- Oj przesadzasz – zaśmiała się Hermiona- Nie jestem ze szkła!! 
- Ale to nie znaczy , że masz na siebie nie uważać!!- warknął Malfoy.
- Jesteś nadopiekuńczy- powiedziała Hermiona wzdychając.
- Nie prawda!- zaprzeczył gwałtownie Lucjusz.
Ach, te małżeńskie kłótnie. 
- Tak?- zapytała krzyżując ręce na piersi i patrząc na niego z rozbawieniem - Więc to nie ty poprosiłeś Astorie i Draco, żeby przyszli do nas do domu, by dotrzymać mi towarzystwa , gdy cie nie ma, na wypadek gdybym się źle poczuła? To w końcu mieli jej dotrzymać towarzystwa, czy ogarniać jej brzuch?
- Nie masz dowodów- warknął dumnie niczym rasowy pies.
- Oj kocham cię – zaśmiała się Hermiona i pocałowała go szybko niczym Kubica w usta, po czym podeszła do Ginny , która objęła ją mocno. Niestety rudowłosa miała bardzo dużo krzepy *będzie pie****nięcie!* i dziecko tego nie przeżyło. Malfoy nie zareagował, zajęty mordowaniem wzrokiem Hagrida. 
- Ale się za tobą stęskniłam – wykrzyknęła rudowłosa i spojrzała na zaokrąglony brzuch przyjaciółki- To już szósty miesiąc prawda?
- Tak, jeszcze trzy i Sky będzie z nami-Matma level: Ałtorka. powiedziała szczęśliwa Hermiona. Jak już mówiłam - jeżeli Mionka jest szczęśliwa, to my też!
- Jak mogłaś za niego wyjść?- warknął Ron podchodząc do niej.
-Normalnie Weasley.
Hermiona zerknęła szybko na męża , który był gotowy w każdej chwili interweniować , gdyby ta ruda łasica zdenerwowała jego żonę. Biedny Ronald. Raz w rodzaju męskim, raz w rodzaju żeńskim. Chyba, że ruda łasica to już nie Ronald?
- No wiesz Ronald- zaczęła Hermiona z promiennym uśmiechem – Zapytał czy za niego wyjdę , ja odpowiedziałam tak i dalej nie muszę ci chyba tłumaczyć?
No nie byłabym tego taka pewna, Mionka. Pamiętaj, że to fanfiction.
-Przyznaj , że poleciałaś na jego kasę – wycedził przez zaciśnięte zęby, Hermiona spojrzała na niego w szoku, by następnie wymierzyć mu policzek.
Wiedziałam. W 3/4 blogasków pojawia się motyw, kiedy Mionka daje komuś z liścia.
- Ronaldzie Weasley jesteś największym palantem na świecie!!- powiedziała poważnie- Myślałam , że znasz mnie na tyle , żeby wiedzieć że pieniądze nie są dla mnie ważne!
Fajnie, że chociaż myślała. Czytałam takie fanfictions, w których zdolności umysłowe panny Granger były śladowe.
- Więc dlaczego zostałaś jego żoną?- zapytał patrząc na nią wyzywająco.
- Ponieważ tak się składa kretynie, że go kocham! A to, że ma pełną skrytkę w Gringotcie to tylko miły dodatek!- odpowiedziała stanowczo i spojrzała na Harry'ego- Ty też uważasz, że lecę na kasę?
- Nie Mionka- odparł Harry podchodząc do niej i przytulając delikatnie- Cieszę się , że jesteś szczęśliwa… bo jesteś, prawda?
Widzę, że Harry ma podobne nastawienie do nas.
- Tak- powiedziała z uśmiechem.
- Tylko to się liczy- wtrąciła się Ginny.
- Hermiono nie wiem jak ci dziękować , za Dziobka – odezwał się Hagrid.
Omomom jakie to urocze.
- Nie masz za co mi dziękować – odparła wzruszając ramionami- To Lucjusz go kupił. I chuj zapomniał o moim Empire State Building!
Gajowy spojrzał na blondyna , który pokręcił zrezygnowany głową.
- Niestety , nie umiem jej niczego odmówić- westchnął ciężko i spojrzał na nią z krzywym uśmieszkiem- Owinęła sobie mnie wokół palca.
Hermiona podeszła do niego i pocałowała czule.
Ludzie, to jest SZKOŁA, miejsce PUBLICZNE! Nie liżcie się tak na oczach dzieci! Co się z tym światem porobiło...
- Kocham cię – wyszeptała mu do ucha.
- Ja ciebie też kociaku- odszepnął.
Kociaku? Nie no, ja się zaraz załamię!
- To nie może się tak skończyć!- krzyknął Parkinson- Ten potwór ma zginąć! A jak się nie zgadzacie, to zaraz przyjdzie tu wściekły tłum z widłami i pochodniami, żeby przemówić wam do rozumu!
- Tak się składa , że ten potwór należy do mojej żony, więc ona decyduje co się z nim stanie- warknął Lucjusz- A, że zdecydowała podarować go Hagridowi , więc uważam sprawę za zakończoną! Żegnam!
A do widzenia, panie Malfoy. 
To powiedziawszy wziął Hermionę za rękę i ruszył do wyjścia.
-Poczekaj kochanie- poprosiła i podbiegła do Rona , Harry'ego i Ginny- Mam nadzieję, że odwiedzicie nas w najbliższym czasie. 
- Oczywiście Mionka- obiecała rudowłosa , a Harry jej przytaknął.
-Haarryy! - darła ryj Granger
-Czego chcesz?
-Ta zua ałtorka nadała mi jakieś chore przezwisko!
- A ty Ron?- zapytała cicho. 
Fascynujące. Najpierw nazywa go palantem i daje mu z liścia, a potem pyta, czy chciałby kiedyś ją odwiedzić. Nigdy nie zrozumiem logiki niektórych osób. Ej, ja to chciałam napisać. 
- Przyjdę- odparł patrząc na nią z pod łba- Ale nie mam zamiaru rozmawiać z Draco!
- Nie martw się, jakoś nie widzę , żeby Draco przyszedł do nas jak wy będziecie- zaśmiała się Hermiona i uścisnęła całą trójkę – Do zobaczenia- powiedziała i wsunąwszy rękę w dłoń męża , wyszła z Wielkiej Sali.
Nie zapominaj, Mionko, że nie znasz dnia ani godziny, kiedy Draco zechce Cię odwiedzić.
- Czy Hermiona naprawdę wyszła za Malfoy’a i jest z nim w ciąży, czy tylko mi się śniło? - zapytał Ron po chwili. - I co tu robi ten cholerny apostrof? - dodał ze zdziwieniem.
- Jeżeli tak, to wszyscy mieliśmy ten sam sen- powiedział Harry wzruszając ramionami. Czyżby grupowe ćpanie? I mnie nie zaprosili? Pfff...

Hermiona usiadła gwałtownie *le partie brzuszków* i rozejrzała się zdezorientowana. W łóżku po drugiej stronie pokoju spała spokojnie Ginny, za oknem było jeszcze ciemno.
Jaki zwrot akcji! 
-Co to miało być?- wyszeptała przypominając sobie swój sen.
-Co?- zapytała zaspanym głosem Ginny. Gunwo. 
-Nic, śpij- powiedziała Hermiona opadając na łóżko.
-Mhy i porosty. Czy nie mhy i porosty? Oto jest pytanie!- mruknęła tylko rudowłosa obracając się na drugi bok.

Hermiona wpatrywała się w sufit nie mogąc zrozumieć dlaczego do trzech miesięcy miała sny z tym wrednym i aroganckim arystokratą! no comment  Za każdym razem byli razem, albo mieli już dziecko, albo ona była w ciąży…
Może się przespali po pijaku, a ona żałuje, że nie zaszła z nim w ciążę? 
Jest taka możliwość.
-To jest chore!- mruknęła- Przecież ja go nienawidzę!- nagle jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia- Nie , nie , nie! Tak, tak, tak! – myślała po cichu to myślała czy mówiła? ZDECYDUJ SIĘ, AŁTORKO wyślizgując się z łóżka. Wyciągnęła różdżkę i rzuciła na łóżko Ginny Silenco (to chyba jakaś zaawansowana magia, bo nie kojarzę tego zaklęcia) po czym otworzyła swój kufer i zaczęła wertować książki- Nie to, to też nie- gdy odkładała szóstą już z kolei książkę westchnęła- Przesadzam- powiedziała sama do siebie- Przecież nie możliwe żebym…- zamilkła wpatrując się w księgę którą wzięła do ręki i otworzyła na stornie opisującej Sny prorocze. Ałtorko, dlaczego wyraz "sny" napisałaś z wielkiej litery? Żeby zrozumieć logikę ałtorki powinnyśmy zajrzeć to teorii spiskowych. Czekaj, poszukam jakiejś.
Odetchnęła głęboko i zaczęła czytać:
Sny prorocze- mogą się przydarzyć każdej osobie, która skrywa uczucia.
Nie pozwalając sobie ich okazywać, zbiera je w sobie, gdy uczucia są silne, czarodziej lub czarownica , może przeżywać sny prorocze, lub marzenia senne, które ukazują pragnienia.
MIIŁOŚĆ ROOŚNIE WOOKÓŁ NAAS!
Sny prorocze ukazują najgłębiej ukryte marzenia, pragnienia i obawy…
Działają tak jak Zwierciadło Ain Eingarp….
Hermiona zatrzasnęła książkę i odrzuciła ją w kąt , patrząc na nią ze strachem. Hermiono! Uciekaj, książka Cię zaatakuje! 
Mionka, to jest fanfiction! Mionka, nie bądź kujon i nie czytaj!
-W coś ty się wpakowała- wyszeptała przerażona i spojrzała  w okno.
-Ja go nie kocham! Nie!- prychnęła, po czym przygryzła dolną wargę- Pociąga mnie… ale to normalne! Jest przystojnym, dobrze zbudowanym mężczyzną! Jak mogłam się w nim zakochać?! Przecież my się ciągle kłócimy!
Przypomniała sobie pierwsze spotkanie z Lucjuszem Malfoy’em po wojnie…
-Jak on mógł zostać uniewinniony?!- krzyknął oburzony Ron.
-Lucjusz był po naszej stronie Ronald- odpowiedziała Pani Weasley, patrząc na najmłodszego syna z naganą- Zapamiętaj to!
-Ale…
-Bez dyskusji- wtrącił się Pan Weasley.
-Więc , co teraz będzie z Malfoyami?- zapytała Hermiona marszcząc czoło- Jeżeli dobrze rozumiem, byli po stronie Zakonu, ale całe społeczeństwo…
-Albus już temu zaradzi- wtrąciła się profesor McGonagall.
-Niby jak?- zdziwił się Harry.
-Lucjusz ma ważną funkcję w ministerstwie- odparł Pan Weasley z zadumą w głosie- Teraz gdy po wojnie trzeba postawić Ministerstwo na nogi , jego zadanie będzie jeszcze bardziej odpowiedzialne i…
-Chyba nie chce mi pan powiedzieć, że Malfoy zostanie Ministrem Magii! – wykrzyknęła zaskoczona Hermiona.
-Zgadałaś Granger Z kim się zgadała?- usłyszała za sobą rozbawiony głos. Odwróciła się gwałtownie i stanęła oko w oko z Lucjuszem Malfoy’em. Po raz kolejny pytam - skąd tu ten apostrof?
A Lucek nie był przypadkiem od niej wyższy? O.O
-To niemożliwe!- warknął Ron- Jak śmierciożerca…
-Szpieg Weasley- zadrwił Malfoy- Radzę ci to zapamiętać- spojrzał na Hermionę, która wpatrywała się w niego bez słowa- Granger jutro widzę cię w ministerstwie!- powiedziawszy to zwrócił wzrok na McGonagall- Minerwo, sądzę , że Albus już na nas czeka…
-Jasne, że czeka. Na tę okazję przygotował specjalną odmianę dropsów! 
-Ah tak, oczywiście- profesor transmutacji wyszła z blondynem z pomieszczenia .
-Czego on od ciebie chce?!- wykrzyknął Ron ze wściekłą miną.
-Skąd mam to wiedzieć Ronald- odparła zirytowana Hermiona- Nie jestem jasnowidzem! Idź to Trelawney.
-Nie pójdziesz tam sama!- zdecydował Ron.
-Nie masz nic dopowiedzenia w tej sprawie!- powiedziała Ginny przewracając oczami, za co została nagrodzona uśmiechem Hermiony.
-Otóż to- przytaknęła i wyszła pozostawiając rudzielca w złym humorze.
Gdy na drugi dzień , zjawiła się w ministerstwie zauważyła z ulgą, że rzeźba przedstawiająca mugoli jako gorszych , zniknęła…
-Panno Granger, minister czeka- obok niej pojawiła się kobieta- Jestem Kelly Janson i zaprowadzę panią do niego. Zapraszam za mną!
- Dziękuję- odpowiedziała niepewnie i ruszyła za nią.
Gdy znalazły się przed gabinetem, Kelly zapukała, gdy usłyszały pozwolenie, otworzyła drzwi i przepuściła Hermionę, po czym zamknęła je. Hermiona spojrzała na Lucjusza pochylonego nad dokumentami.
-Co ja tutaj robię?- zapytała mając dość milczenia.
-Stoisz Granger- warknął blondyn nie patrząc na nią- Siadaj , zaraz dojdziemy do powodu dla którego tu się znalazłaś.
Gryfonka prychnęła, ale zajęła miejsce naprzeciwko biurka.
Po chwili Malfoy spojrzał na nią z beznamiętnym wyrazem twarzy.
-Będziesz sekretarką Granger- odezwał się po chwili.
-Kogo?- zmarszczyła czoło- I niby dlaczego mam się na to zgodzić?
-Moją idiotko- pokręcił zrezygnowany głową- A mówią, że taka inteligentna jesteś! A dlaczego? Dla ciebie to szansa na karierę…
-A dla pana- założyła ramiona na piersi- Czemu pan chce zatrudnić szlame? Chyba, że… że tak naprawdę jesteś córką Voldemorta!
-Wielu czarodziei będzie przekonanych, że nadal jest sługą Czarnego pana, nawet po śmierci, a zatrudniając ciebie…
-To jest zagranie….- domyśliła się.
-Oboje na tym skorzystamy- wzruszył ramionami i wskazał na Proroka Codziennego leżącego na biurku- Szmatławce zajęte są moim rozwodem z Narcyzą, muszę dać im inny temat…
-Ja mam nim być- prychnęła.
-Nie bądź taka delikatna- warknął- Będziesz pracowała dla samego Ministra Magii, to zaszczyt Granger!
-Zaszczyt?- zadrwiła – Jak ja sobie na to zasłużyłam!
-Kilka grzeszków na pewno masz na sumieniu- odparł z krzywym uśmieszkiem.
Hermiona prychnęła tylko i wyszła z gabinetu trzaskając drzwiami.
Gdy znalazła się w Norze, czekał już na nią liścik.
„Jutro o 9:00 widzę cię w pracy Granger!”
Hermiona westchnęła. Pracowała z Malfoy’em już rok i z każdym dniem , coraz częściej przyłapywała się na tym, że coraz mniej go nienawidzi… ale miłość?
Gdzie ona popełniła błąd? Ona nie zakochuje się w … w kim? W kretynach! Aroganckich Kretynach! Nie, w ogóle. Ma jedynie sny o nim, gdzie jest z nim w ciąży, całuje go, a Hagrid topi wielką sale swoimi łzami. 
Hermiona weszła do gabinetu blondyna i zmarszczyła czoło widząc pusty fotel.
-Zaskoczona?- usłyszała zmysłowy głos nad uchem.
Podskoczyła przestraszona i odwróciła się wbijając wściekłe spojrzenie w Lucjusza.
-Mógłbyś mnie nie straszyć?!- warknęła z pretensją w głosie.
-Mógłbym – przyznał zasiadając za biurkiem- Ale wtedy nie było by zabawy!
-Idiota- mruknęła pod nosem.
-Słyszałem- powiedział patrząc na nią rozbawiony.
-Miałeś słyszeć- uśmiechnęła się do niego słodko i odwróciła się do wyjścia.
-Musimy dzisiaj popracować nad ustawą numer pięć Granger- usłyszała.
-Przecież, skończyłam ją…- zaczęła marszcząc czoło.
- Widocznie nie do końca- warknął mrużąc oczy- I ja cię nie pytałem o zdanie, ja cię INFORMOWAŁEM , że zostajesz dzisiaj dłużej!
-Dziękuję – za – informację- panie- ministrze- wycedziła i wyszła z wysoko uniesioną głową.
-To jest niemożliwe!- wykrzyknęła zirytowana Hermiona patrząc z nienawiścią na Lucjusza.
Od czterech godzin powinna być w domu! Ale nie! Ten cholerny idiota uwielbia się nad nią znęcać.
-Wiem lepiej co jest możliwe , a co nie- odparł z dumą Lucjusz.
-Nie sądzę- odparła Hermiona naśladując jego ton.
-Dorośnij – warknął przeglądając dokumenty które chwile temu uzupełnili- wygląda na to , że skoń….
-Świetnie!- przerwała mu Hermiona wstając gwałtownie- Więc idę do domu!
-Nigdzie nie pójdziesz- wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Czemu?- oburzyła się.
-Ponieważ ja tak mówię!- warknął , przyciągnął ją do siebie , straciwszy równowagę wylądowała na jego kolanach.
-Co robisz?- zapytała zaskoczona.
-To co mi się podoba Granger- wyszeptał jej do ucha po czym pocałował gorąco.
-Ja…- zaczęła gdy oderwali się od siebie.
-Co ty- prychnął.
-Nie pamiętam- mruknęła , zarzuciła mu ramiona na szyję i tym razem to ona go pocałowała.
Tak zaczął się ten nietypowy związek… dlaczego nietypowy? Ponieważ nikt o nim nie wiedział.
W ciągu dnia, nadal kłócili się o wszystko, nadal patrzyli na siebie wściekłym wzrokiem, ale wieczorem…. Hermiona czuła się szczęśliwa. Wieczory spędzali razem, po jakimś czasie i poranki…
-Granger wstawaj- warknął Malfoy wychodząc już ubrany z łazienki w mieszkaniu Hermiony.
-Jeszcze chwilę- wymruczała przykrywając się dokładniej- Wróć tutaj!
-Nie mam czasu- mruknął i wyszedł.
Hermiona usłyszawszy  odgłos teleportacji usiadła gwałtownie.
-Lucjuszu?- zawołała zaskoczona.
Zmarszczyła czoło i przeszła do salonu, gdy go tam nie zastała, poczuła jak jej serce zamiera.
-Co to ma znaczyć?- zapytała sama siebie opadając na kanapę.
Co rano żegnał ją pocałunkiem, uśmiechał się szatańsko, przywdziewał maskę bezuczuciowego ślizgona i dopiero wtedy przenosił się do Ministerstwa, a ona po nim… No tragedia...
Dlaczego dzisiaj wyszedł bez żadnego pożegnania? Bo takiego miał focha.
-Wstawaj Granger- powtórzyła- Co ja takiego zrobiłam?
Odetchnęła głęboko chcąc się uspokoić, po czym przygotowała się do wyjścia i za pomocą kominka przeniosła się do Ministerstwa.
Gdy weszła do gabinetu Lucjusza, ten nie podniósł nawet głowy.
-Stało się coś?- zapytała cicho.
-Nie- odparł zimno.
-Świetnie- prychnęła i wyszła trzaskając drzwiami.
-Zachowuj się!- krzyknął za nią.
Prychnęła pod nosem siadając przy swoim biurku, po czym wzięła się do pracy.
Przez resztę dnia, byli dla siebie chłodni.
Hermiona zirytowana pod koniec dnia weszła do jego gabinetu.
-Powiesz mi wreszcie o co ci chodzi?!- zapytała zakładając ramiona na piersi.
-Nie- warknął, wstając .
-Gdzie idziesz?- westchnęła zirytowana.
-Nie twoja sprawa- odparł.
Gdy została sama , opadła na krzesło z postanowieniem poczekania, na tego kretyna.
Po dziesięciu minutach zaczęła bawić się różdżką.
-Avis- uśmiechnęła się na wspomnienie z szóstego roku. Właśnie wtedy zaatakowała Rona tymi kanarkami… teraz wiedziała, że pomyliła zauroczenie z miłością… skąd? Bo teraz kocha pewnego wrednego i szalenie irytującego ślizgona!
-Co ty tutaj jeszcze robisz?- zapytał z beznamiętnym wyrazem twarzy.
Hermiona poczuła jak coś w nią wstępuję.
-Czekałam na pewnego idiotę- warknęła i uśmiechnęła się perfidnie- I właśnie przybył! Mam dla ciebie prezent!- powiedziawszy to machnęła różdżką a kanarki zaatakowały Lucjusza, lecz ten miał o wiele lepszy refleks od Rona kilka lat temu, więc pozbył się ptaków, jednym ruchem różdżki.
-Co to ma znaczyć?!- zapytał mrużąc oczy.
-To było moje pożegnanie z tobą!- wykrzyknęła- Bo wygląda na to, że nawet nie masz na tyle przyzwoitości by powiedzieć mi , że z nami koniec! Mówisz „ Wstawaj Granger”! Szalenie arystokratyczne postępowanie!
-Widocznie masz wybujałą wyobraźnie- warknął- Nie skończyłem z tobą .
-Och jaka ja ci jestem wdzięczna – zadrwiła- Potraktowałeś mnie jak…
-Nie zapędzaj się Granger- ostrzegł ją.
-Wystarczyło powiedzieć, że masz mnie dość- wyszeptała powstrzymując łzy i wyszła z gabinetu.

Malfoy złapał ją za łokieć i siłą zmusił do powrotu.
-Co ty robisz?- zawołała zaskoczona.
-Zamilcz!- warknął i wepchnął ją do środka-  Boyd do mojego gabinetu! Natychmiast!
Hermiona w milczeniu przyglądała się Lucjuszowi który stał z beznamiętnym wyrazem twarzy , gdy mężczyzna przez niego wezwany , wszedł do gabinetu, blondyn uśmiechnął się krzywo.
-Udziel nam ślubu- rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Ale…- Boyd spojrzał z przestrachem na Hermionę – Czy pani chce…
-Nie interesuje mnie czego ona chce, kretynie!- przerwał mu Lucjusz- Do dzieła!
-Ja Patrick Boyd , mocą nadaną mi przez Ministerstwo Magii ogłaszam was mężem i żoną- powiedział szybko.
-Natychmiast idź przygotować wszystkie dokumenty!- odezwał się Lucjusz.
Gdy zostali sami, Malfoy uśmiechnął się z wyższością na brunetkę.
-Czyżby panna –wiem-to-wszystko straciła głos?
-Czy ty…- odetchnęła głęboko- Jak mogłeś ?!
-Chciałaś, żebym się określił – warknął zakładając ramiona na piersi- Więc zostałaś moją żoną! Powinnaś się cieszyć!
-Cieszyć?!- prychnęła- Nie zapytałeś mnie o zdanie! Po prostu zdecydowałeś za mnie!
-Wdzięczność Granger- wycedził przez zaciśnięte zęby, usiadł za biurkiem i zaczął przeglądać dokumenty.
-Tyle masz mi dopowiedzenia?! – zapytała zaskoczona- Właśnie wzięliśmy ślub… jeżeli to tak można nazwać! A ty co?! Pracujesz! Jesteś egoistycznym, irytującym dupkiem! – powiedziawszy to wyszła trzaskając drzwiami.
Teleportowała się do swojego mieszkania i zabarykadowała drzwi.
-Niech tylko spróbuje się tutaj pojawić – mruknęła.
-Kto?- usłyszała za sobą rozbawiony głos.
Odwróciła się gwałtownie i spojrzała na Lucjusza opartego nonszalancko o ścianę.
-Co tutaj robisz?!- krzyknęła a jej oczy ciskały błyskawicami.
-Czekam na żonę- odparł- Może u mugoli małżeństwa mieszkają oddzielnie, ale w naszym świecie miejsce żony jest przy mężu!
-Mężu?- zakpiła- A czy mąż może wyjść z mieszkania żony i … no nie wiem… zrzucić się z mostu?- zapytała ze słodkim uśmiechem.
-Granger skończ z tymi swoimi cholernymi fochami- Malfoy stracił cierpliwość- Chciałaś, żebym się określił, więc się z tobą ożeniłem!
 - Nikt ci nie kazał się poświęcać!- wykrzyknęła ze łzami w oczach- Wiesz jak to wyglądało? Jakbym cię zmusiła do ślubu!  Oczywiście , że chciałam zostać Twoją żoną, ale nie w ten sposób! Nawet nie wiem czy mnie kochasz!
-Jeżeli chcesz urządzę ci drugą ceremonię- odparł wzdychając- I zapamiętaj jedno! Gdybym nie chciał nie ożeniłbym się z tobą!
-Więc?!
-Więc cię kocham kretynko!- warknął.
-I dobrze , ponieważ ja ciebie też!- powiedziała i podbiegła do niego- Kocham cię idioto-  wyszeptała i pocałowała go namiętnie, lecz po chwili oderwała się od niego- Więc dlaczego zachowałeś się tak rano?
Malfoy wzruszył ramionami.
-Zachowałem się normalnie Granger- odpowiedział – Codziennie cię budzę, jesteś nad wyraz leniwa rano, dziś po prostu nie pocałowałem cię…
-No właśnie- przytaknęła- Tego mi brakowało… a potem… no ja po prostu zapomniałam że w Ministerstwie o nas nie wiedzą i że zachowujesz się jak co dzień i…
-Niby taka inteligentna , a o podstawowych rzeczach zapomina- zakpił.
-Powinieneś  mnie pocałować, nie byłoby wtedy żadnej kłótni- odparła dumnie.
-Muszę to nadrobić- mruknął i pocałował ją.
Keriddle, znalazłaś to mydło?
Rok  później
-Jeżeli sądzisz , że się na to zgodzę, to upadłaś na głowę Granger- warknął Lucjusz wpatrując się w żonę wściekłym wzrokiem.
-Ale nie żądam od ciebie , przyznania że Griffindor jest lepszy niż Slitherin Ałtorko, dlaczego wymyślasz nowe domy?– tu zrobiła pauzę- Choć to prawda! Chcę tylko, żebyś pomalował pokój na czerwono! – dokończyła widząc zaciśniętą szczękę męża.
-Nasza córka nie będzie mieć pokoju w tym okropnym kolorze- odparł cedząc słowa.
-Będzie- uśmiechnęła się słodko- Ponieważ tak się składa, że decyzja należy do mnie!
-Niby kto ci takich głupot naopowiadał?- zakpił- Za często widujesz się z tą rudą Weasley’ówną…
- Potter kochanie- przypomniała mu.
-Jak zwał , tak zwał- warknął-  Nie przerywaj mi! Więc kto ci takich …
-Ty- przerwała mu rozbawiona- Gdy powiedziałam, że jestem w ciąży, zawołałeś , cytuję! „ Za córkę, dam ci wszystko czego zapragniesz” A ja pragnę czerwonego pokoju!
-Normalne czarownice , zażyczyłaby sobie biżuterię!- prychnął.
-Widać nie jestem normalna- pocałowała go szybko w usta- Więc chwytaj różdżkę i do roboty!
Malfoy przeklął pod nosem Osz Ty Bezbożniku, Ty! i ruszył do sypialni córki. Gdy wszedł do środka zmarszczył czoło na widok ścian w odzieniach fioletu.
-Wcale nie podoba mi się cały pokój na czerwono- usłyszał za sobą słodki głos żony, gdy na nią spojrzał , wzruszyła ramionami- Jestem gruba, więc chciałam sprawdzić, czy nadal mnie kochasz, na tyle by znieść czerwony kolor…
-Idiotka- warknął przyciągając ją do siebie-  Ciebie nie da przestać się kochać- wymruczał jej do ucha i pocałował namiętnie. Ja też bym mydło poprosiła.
-Miałam taką nadzieję- zaśmiała się zarzucając mu ramiona na szyję- I jak Panie Ministrze? Podoba się panu?
-Widziałaś ten pokój we śnie- domyślił się.
Hermiona przypomniała sobie rozmowę którą przeprowadzili w dniu ślubu.
-Śniłaś?- powtórzył z nieodgadnionym wyrazem twarzy- Sny prorocze…
-Tak –przyznała rumieniąc się- Wiem , że to jest śmieszne…
-Raczej do przewidzenia- wzruszył ramionami.
-Dlaczego?- zmarszczyła  czoło.
-Ponieważ, zmuszałem cię do tych snów Granger- powiedział z dumą w głosie.
-Jak mogłeś mnie zmuszać? – zapytała z niedowierzaniem.
-Każdego dnia mnie widziałaś, za każdym razem , zmuszałem cię do kłótni – odparł z uśmieszkiem samozadowolenia- Musiałem tylko sprawić byś o mnie myślała, nie ważne w jakim kontekście.
-Moment!- spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami- Zależało ci na mnie? Wtedy?
-A po co zatrudniałbym cię idiotko?- zakpił.
-Żeby poprawić…
-Gdyby mi zależało na tym co myślą o mnie inni, zatrudniłbym Pottera- wyjaśnił.
-Kochałeś mnie!- wykrzyknęła szczęśliwa.
-Jednak coś masz w głowie pod tą szopą- prychnął.
-Marzyłam o dziecku od chwili gdy uświadomiłam sobie, że cię kocham- powiedziała z uśmiechem, otrząsając się ze wspomnień- Gdy okazało się spodziewam się dziecka, zaczęłam snuć wizję pokoju w którym zamieszka…
-Wariatka- zaśmiał się przytulając ją do swojego boku.
-Może… ale wariatka Malfoy- przypomniała mu- Sam mnie wybrałeś proszę pana.
-I już ze mną zostaniesz- odparł- Takie mam pragnienie Granger….
-Przykro mi. To nie koncert życzeń ;*
A ja niezmiernie się cieszę, że to koniec tej miniaturki. Ostatni fragment tego czegoś zawiera niewiele naszych komentarzy, ponieważ we trzy zachorowałyśmy na blogaska złośliwego, nową odmianę raka.
Pamiętajcie jednak, że my dostajemy raka, abyście wy nie musieli.
Widzimy się więc w następnej analizie!
Nox!